Rozdział 11. Drogą strachu do kopalni srebra

Środa, 15 czerwca, co najmniej 20 minut po sygnale z wieży Kościoła Mariackiego

Absolutnie fantastyczne widoki.

Drabina Trolli była pasjonująca, ale i droga D81B jest niezwykle spektakularna. Szczególnie dla pasażerki jadącej od strony przepaści, która skrzętnie korzysta z fenomenalnej okazji uchylając okno, by lepiej widzieć przepastne krajobrazy.

z-drogi-d81      z-okna-kampera

BoRa ma bezustanny podgląd na morze, urwiska, drogę i skały, a ja głównie na drogę i skały. Nie zawsze jest sprawiedliwość na świecie….

skaly

Początkowo żółte zbocza zmieniły kolor na bardziej zielony. Jest tu mniej gołych kamiennych bloków, a więcej roślinności. Hen na dole, daleko pod nami, granatowe fale rozbijają się przy brzegu tworząc efektownie spienione białe obrzeża.

skalki      droga-strachu

Pomimo skupienia na prowadzeniu auta zauważam coś dziwnego. Pośród jasnych głazów brunatno-rdzawy kolor przyciąga wzrok.

– Zobacz, to chyba wrak – BoRa potwierdza moje domysły.

Bez powtórzenia manewru nieszczęśliwego kierowcy nie ma możliwości, by popatrzeć z bliska, ale faktycznie, to szkielet samochodu. Ktoś tu nie wyrobił się na zakręcie. Marka auta nie do rozpoznania.

wrak      przyblizony-wrak

-Viola chce wracać.

Aby minąć się z osobówką muszę podjechać na skraj rozpadliny. Droga miejscami jest niesamowicie wąska i kręta. Dobrze, że nie jeżdżą tu autobusy. Chociaż, czy aby na pewno? Zakazu nie widziałem.

-Słyszałeś?

-Co?

-Antonio przez CB mówił, że Viola chce wracać.

-Do Poznania?

-Nie wiem, zatrzymaj się gdzieś, to zapytamy.

Kwadrans nie minął odkąd jedziemy, a ja mam szukać miejsca do zatrzymania dla dwóch kamperów, gdy nawet na drodze ledwo starcza na jednego?

Kilkanaście zakrętów później zatrzymuję się na poboczu. Szara na twarzy Viola powtarza, że chce wracać.

-Ale jak, dokąd?

-Obojętnie gdzie, ja się boję.

Widzę, że to nie przelewki. Spoglądam na bramsfona. Na guglemapce znalazłem charakterystyczny trójkącik.

-Popatrz, tu chyba jest jakiś kemping. Jesteśmy jakieś…no….. chyba w połowie drogi do niego. Tam zostaniemy. Nie ma sensu wracać….

„Hmm – myślę – Jakby to jeszcze bardziej uwiarygodnić?”

– ….tą straszną drogą – dodaję obserwując reakcję Violi.

To przeważyło. Zaufała mi.

Środa, 15 czerwca, tak z pół godziny później

Nie okłamałem Violi. Ten trójkącik rzeczywiście jest kempingiem o nazwie La Morsetta w małej wiosce Argentella.

kemping      plan-kempingu

Nazwa wsi słusznie nawiązuje do srebra (argentum), albowiem onegdaj wydobywano w tutejszej kopalni ten srebrzystobiały pierwiastek. W latach 50-ych XX wieku francuski rząd zamierzał przeprowadzać w Argentelli podziemne próby nuklearne, ale ustąpił po stanowczych protestach wyspiarzy.

Odcinek drogi D81B, którym dziś przejechaliśmy, nie był długi, ale ekscytujący. Dla szybszego ostudzenia emocji Antonio już podczas ustawiania kamperów otworzył dwa zimne „Kasztelany”. Całkowite odprężenie nastąpiło pod markizami podczas degustowania wina oraz trzeciej pary niepasteryzowanego smakołyku z pianką.

pod-markizami      na-kempingu-la-morsetta

Zrelaksowani poszliśmy obejrzeć plażę, mijając po drodze dziwną budowlę.

ruiny-pizzerii      piecyk-do-pizzy

Jak wieczorem usłyszałem od sympatycznej pary Austriaków, to ruiny nowożytnej, kilkuletniej pizzerii. Korsykanie są niezwykle gościnni, ale jakoś nie mają serca dla biznesmenów spoza wyspy, których oskarżają o zabieranie pracy.

Ta pięknie położona pizzeria spłonęła dwukrotnie, za każdym razem około godziny 3 w nocy. Nie, nie waliły pioruny, nie paliły się kable. Typowe samobójstwo.;)

C’est la vie.

Czwartek, 16 czerwca, po późnej pobudce

Ranek znacznie się wydłużył z powodu długo w nocy zawiązywanej znajomości z rzeczoną parą Austriaków, Julią i Franzem. To z pewnością od tego gadania z nimi tak mnie suszy.

Przed wieczornym starciem z Niemcami nie robimy jakichś specjalnych przygotowań, bo te poczyniliśmy już dawno w sklepach w Polsce. Dziś jedynie odnowa biologiczna polegająca na pływaniu. Daliśmy sobie z BoRą niezły wycisk, bo dopłynęliśmy aż do Galerii, a to ładnych kilka kilometrów w jedną stronę. Obserwując ciekawe skały, nie zauważyliśmy powolnej zmiany pogody.

Tu było jeszcze całkiem bien,

w-strone-galerii      z-la-morsetty

ale przed Galerią zaczęło wiać, chmurzyć się to i my zaczęliśmy wiać. Zwiększyłem obroty Parsuna.

pogoda-sie-piiii      pogoda-sie-zmienia

Aura postraszyła przyspieszając nasz powrót i dobrze, bo w Argentelli trwała piękna pogoda. Opłynąłem pontonem całą, ponad kilometrowej długości plażę przy kempingu „La Morsetta”. Szczególnie winni ją polubić zwolennicy akupunktury. Składa się bowiem z kamyczków, samych kamyczków.

plaza-w-argentelli      kamyczki

Czwartek, 16 czerwca, od wieczora aż nas wygoniła BoRa

Wczoraj dosiedli do naszego stoliczka Austriacy, a dzisiaj…..Niemcy. Tak tak. Oglądamy naszych piłkarzy na EURO 2016 w potyczce z odwiecznym rywalem w towarzystwie pary z Niemiec. Na boisku padł remis, Polacy mieli swoje szanse, ale ich nie wykorzystali. U nas też remis, bo nikt nie padł, o co zadbała BoRa. W nocy zamknęła imprezę przypominając, że jutro wyjeżdżamy, a do przepisowego 0,5 promila to pewnie przed południem nie zejdziemy.

Ale ale. Długo myślałem, że to piosenka o promilach, ale nie.  O niedotrzymanej obietnicy. 😉

Piątek, 17 czerwca, minęła właśnie jedenasta

A jednak zeszliśmy do zera! No prawie, no. Pomogła w tym zapewne smutna świadomość rozstania z Antykami, którzy dziś rozpoczęli powrót do Polski. Skierowali się do Bastii, by zdążyć na prom do Livorno. Drogą D81B w stronę Calvi….. Taktownie nie spytałem Violi, czy się nie boi.

A my?  Jedziemy dalej!!!

Facebook