Strona główna

Kamperem z rowerem na Podlasiu cz.3 – Jagłowo i twierdza Ostrowiec

Przez 17 września 2020 No Comments

Rano Waniewo, w południe Kurowo i przez chwilę Tykocin. Po obiedzie Kiermusy, a gdzie będziemy nocować?

BoRa znalazła polecaną na mapach Gugla miejscówkę w Jagłowie nad Biebrzą „U Eli i Edzia”, zatem jedziemy ją zweryfikować. Po drodze nabyłem w Korycinie dwa rodzaje ichniejszych serów, a tym wędzonym, arcywspaniałym delektowałem się jeszcze podczas wjazdu na teren pola namiotowego w Jagłowie.

Gospodarz, wyglądający jak typowy Edzio 🙂 wskazał wszystkie dostępne miejsca, zatem wjechałem, zająłem pierwsze najlepsze i zgasiłem silnik DajLaiki. Rozłożyłem markizę i rozpoczęliśmy żmudny proces odpoczywania.

Wieczorem niebo, słońce i księżyc zaczęły przesłaniać zbliżające się chmury. Szybkość galopowania cumulonimbusów w naszą stronę wraz z ciemniejącym nagle światem nie wróżyła przyjaźni. Zrobiłem naprędce ostatnie tego dnia zdjęcia

i odważnie ukryłem się w kamperze. Leżąc w łóżku w napięciu oczekiwałem pierwszej fali uderzeniowej silnego wiatru i potężnych grzmotów poprzedzonych rozbłyskami błyskawic, gdy nagle ….zasnąłem.

Ranek powitał świt nad Biebrzą słonecznym uśmiechem, a gdy wychyliłem rozczochraną głowę z kampera okazało się, że wczorajsze deszczowe chmury nie przekroczyły naszego brzegu rzeki.

Dzisiejszy plan odpoczynku na Podlasiu zakładał bicyklową ekskursję wzdłuż obu brzegów Biebrzy, aż do nigdy nie zdobytej twierdzy Ostrowiec. Najsampierw dotarliśmy do śluzy Dębowo.

Dalej wśród kurzu wzbijanego przez mijane auta jechaliśmy parę kilometrów szutrówką poprowadzoną tuż przy rzece. Należy dodać, iż lepiej poruszać się bicyklami o szerszym ogumieniu.

Mijane widoki należały do tych z gatunku sielankowych.

Dojechaliśmy do twierdzy Ostrowiec kilkanaście minut po godzinie 14. Dlaczego o tym w ogóle napomykam? Ano, bo my twierdzy też nie zdobyliśmy. Ostatnie dostępne biletowane wejście odbyło się o godzinie 13, a teraz jedyną możliwość zapoznania się z fortyfikacjami stanowiło pokonanie uzbrojonego w karabin strażnika. Nie chcąc dopuścić do bratobójczego rozlewu krwi, wycofałem rower. Widząc tak jawną demonstrację mojego upadku strażnik poinformował, że w pobliżu znajdują się bunkry dostępne bez opłaty. Pojechałem, zobaczyłem i wróciłem.

By choć w części zrekompensować nam przegraną u stóp twierdzy, zachód słońca pokazał się z tej lepszej, jaśniejszej strony.

Facebook