DębySłynne drzewaStrona głównaWP w Polsce

Dębowy Rok Wesołych Podróży

Przez 23 października 2018 No Comments

Bieżący rok z niemałą dozą siurpryzy dla siebie samego mogę nazwać Dębowym Rokiem. Zaskoczenie wynika z faktu, iż większość naszych kontaktów z tymi szlachetnie wyniosłymi drzewami była absolutnie przypadkowa.

Od wieków dąb symbolizował siłę, odwagę i mądrość. W dawnych wierzeniach dęby utożsamiano  z najwyższymi bóstwami. U Słowian atrybutem gromowładnego Peruna był piorun, orzeł, topór i dąb. Podobnie Grecy swemu władcy nieba i ziemi, Zeusowi, prócz pioruna, orła i egidy przypisywali atrybut męskości, jakim bez wątpienia jest dąb. W mitologii nordyckiej Thor, u starożytnych Rzymian Jowisz. Germanie mieli swego Donara.

Dla wszystkich tych kultur dąb był drzewem świętym.

Krzepkie korzenie, mocarne pnie, potężne i rozłożyste gałęzie w połączeniu z twardym drewnem. To zawsze budziło mój podziw i respekt dla tego symbolu tężyzny fizycznej i niezłomności. Niespodziewanie rok 2018 dał mi możliwość obcowania z kilkunastoma bardziej lub mniej znanymi obywatelami dębowej elity.

Zaczęło się w marcu, w Rogalinie. Pojechaliśmy zobaczyć co słychać u słynnych dębowych braci, czyli u Lecha (633 cm obwodu) i Rusa (915 cm). Czech (w latach świetności miał 735 cm) od 1992 roku nie żyje. Bezlistne rodzeństwo dość biednie wyglądało,

ale za to przy okazji letniej wizyty w przepięknym pałacu w Rogalinie Rus i Lech zadawali statecznego szyku.

W pobliżu jest jeszcze jeden mocarz. Solidne 618 cm obwodu (na wysokości pnia 130 cm, bo tak się mierzy drzewa) nosi dąb o imieniu Edward. W ten sposób uhonorowano wybitnego Wielkopolanina, Edwarda Raczyńskiego.

W kwietniowy weekend wyruszyliśmy w okolice Zaniemyśla, do Łękna. Przemierzając trasy rowerowe wokół licznie zgromadzonych w pobliżu jezior odkryliśmy tęgiego „Dziadusia”. Słowo „odkryliśmy” ma w tym przypadku spory pierwiastek…. przypadkowości. Nigdzie wcześniej nie widzieliśmy żadnej wzmianki, czy szlakowskazu doń prowadzącego.

„Dziaduś” ze swymi 810 cm obwodu zajął wysokie 6 miejsce w konkursie na najgrubszego polskiego dęba.

Niedługo ponownie zeszliśmy z rowerów, by z bliska przyjrzeć się w co uwikłany jest sąsiad Dziadusia.

Zaledwie tydzień później nasz „Elefancik” zatrzymał się nad brzegiem Warty, na biwaku Kotowo. Wokoło rosły dorodne dęby z muskularnymi gałęziami, które wraz z liśćmi stanowiły szczelny parasol.

Spotkaliśmy się tu z kolejną niespodzianką. Okazało się, że bracia z Rogalina mają swoich odpowiedników, ale w znacznie lepszym zdrowiu. Najtęższy okaz, czyli o dziwo „Czech”, w obwodzie rozciągnął miarę aż do 750 cm!

Ba! Wyrosła tu dębowa „kopia” słynnego Bartka!

Na tradycyjnie przedłużony majowy weekend wybraliśmy Roztocze. Przejeżdżając rowerami przez tę widowiskową krainę dotarliśmy do wioski Górecko Kościelne. Przyznaję, to naonczas zaczęliśmy z BoRą dziwować się tak częstym, acz niespodzianym spotkaniom z wybitnymi dębami. Bo także tu, na Roztoczu napotkaliśmy wyborne towarzystwo, rosnące sobie cichosza na polance.

Spośród sześciu bezimiennych (niestety) dębów obfitością w pasie wyróżnia się ten jeden, otoczony troskliwym płotkiem. 758 centymetrów żywych, drzewnych centymetrów, to nie w kij dmuchał!

Na kolejne dębowe spotkanie czekaliśmy do 18 sierpnia. I to był dopiero drugi raz (po Rogalinie), gdy uczyniliśmy to prawie w pełni świadomie. Znaczy, jadąc rowerami z Gąsek do Kołobrzegu ujrzeliśmy drewniane strzałki z napisami „Dąb Warcisław” i „Dąb Bolesław”.

-Yy? – spytałem.

-Yhym – odparła BoRa.

No to pojechaliśmy. I nawet trafiliśmy, choć wbrew pozorom (i mimo strzałek) do Bolesława od strony Warcisława lekko nie było, panowie z Nadleśnictwa!

Do Warcisława prosilibyśmy z kolei o mniejsze koleiny.

Najsampierw, jak z przedostatniego zdania wynika, dobrnęliśmy do Warcisława. Pomimo posiadania blisko dwumetrowej skrytki na żołędzie, jest to dość zdrowe i wysokie na 30 metrów dębisko z 618 centymetrowym obwodem pasa.

Nie da się tego samego powiedzieć o Bolesławie. Jego żywot dokonał się nagle z przyczyny wichury, która powaliła go ostatniej majowej nocy w 2016 roku.  Doszczętne szczątki Bolesława leżą otoczone siatką, by nikt nie dobrał się do relikwii podobno najstarszego polskiego dębu. Podobno, bo niektórzy uczeni szacują wiek dębu nie na 800, a na …..400 lat. W skali wieku świata, to pikuś, a nie pomyłka 😉

Raczej w tym roku nie spotkamy się z innymi dostojnymi dębami, choć kto wie?

Na zakończenie mam jednak jeszcze dwie ciekawostki. Przy okazji bytności w Zaniemyślu przeszliśmy na wyspę Edwarda, na której rośnie sporo dębów, a aż 17 z nich ma status pomników przyrody.

Aha, napisałem: „przeszliśmy na wyspę” i nie ma w tym sprzeczności. Na wyspę Edwarda dostaliśmy się prowadząc rowery jak najbardziej niebieskim szlakiem.

A ta druga to… hmmm… w połowie września objeżdżaliśmy rowerami okolice Krzyża Wielkopolskiego.

I jakoś tak samo się podsumowało….

ps – by nie przesłodzić dębów dodam, iż ichnie żołędzie, a nawet liście stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia i życia koni, krów i owiec.

O wpływie na organizm ludzki nic nie wiem, choć ludziki z żołędzi fajne są. 🙂

PS, zapewne nie ostatni.

Kolejny, 2019 rok zaczęliśmy…..a jakże, od dębu!!! I to nie byle jakiego, bo prawdopodobnie króla Puszczy Noteckiej.

Oto dąb Józef z Marianowa.

Facebook